Ofiara Miłości – Audiobook

20,00 

Krótki opis

Piękna historia, która wydarzyła się naprawdę. Mały Piotruś d’Airrelle z Saint Malo współpracując z łaską Bożą postanawia nawrócić swojego tatę. W działaniach idzie na całość. Aż do końca jest wierny przykazaniu, jakie zostawił nam nasz Zbawiciel: „Miłujcie się wzajemnie tak jak Ja was umiłowałem.” Wzorem Jezusa Chrystusa składa z siebie ofiarę miłości.

W tekście korzystano z wydania z 1935 roku (za pozwoleniem władzy duchownej), dokonano niezbędnych korekt językowych, dostosowując go do aktualnie obowiązujących norm.
Tekst opracował Twój brat w Chrystusie.

ISBN 978-83-957618-6-7

Muzyka – Piotr Rzucidło
Realizacja dźwiękowa – Maciej Sopran
Czytają:
Piotruś – Jaś Mareri
Mama – Maria Anna
Lektor – Franciszek Daremberg

Audiobook nagrywany jest na wysokiej klasy sprzęcie cyfrowym, a zrealizowany przez Twoich braci w wierze.
Do pobrania audiobooka udostępniany jest link zawierający listę plików w formacie mp3 zawartą w pliku .zip

Czas trwania: 90 min.

Przyjacielu, aby nie mnożyć kosztów związanych z nośnikami, audiobook wysyłany jest w formie elektronicznej – otrzymujesz link, klikasz na niego i pobierasz na telefon, komputer lub inny nośnik.

 

Jeśli nie masz teraz pieniędzy aby kupić książkę lub audiobook, a chcesz zgłębiać prezentowane treści, to ofiarujemy bezpłatnie treść książki tym wszystkim, którzy nic nie mogą dać, nawet kosztem pewnej ofiary…
Wystarczy napisać: kontakt@najejglowie.pl

posłuchaj fragment audiobooka

Posłuchaj czołówki i fragmentu jednego z rozdziałów:

film promujący książkę

Film promujący książkę

fragment książki

W życiu każdego niemal człowieka zdarzają się czasem chwile, że gdy już bliskim on się zdaje, jakiegoś z dawna upragnionego celu, na drodze jego, u samego już prawie kresu poczynają się gromadzić wszystkie możliwe przeszkody, by go od spełnienia zadania odciągnąć.
Podobnie rzecz się miała z małym Piotrusiem. Niedaleką się już zdawała godzina przyjścia Pańskiego. A tymczasem na każdym kroku mnożyły się i piętrzyły trudności, przeszkadzające mu w bliskim obcowaniu z Bogiem. Były to właśnie pierwsze lata po wydaniu przez Piusa X encykliki Quamsingulari, dopuszczającej dzieci do uczestnictwa w życiu eucharystycznym.
Przed tym dekretem papieskim częsta Komunia Święta była zjawiskiem ogromnie rzadko spotykanym w życiu potocznym, codzienna zaś, prawie zupełnie nieznanym, i nawet w klasztorach mało praktykowanym.
Nic dziwnego więc, że musiało upłynąć trochę czasu, zanim tak wielka i ważna zmiana została powszechnie przyjęta, uznana i wprowadzona w życie. Na razie mało kto ośmielił się kroczyć tą nową drogą.
Większość trwała w małodusznym oczekiwaniu, powstrzymywana przez obawę i poszanowanie z dawna przyjętych zwyczajów.
Piotruś bardzo wcześnie, jak wiadomo, bo zaraz w pierwszych latach po ogłoszeniu encykliki, był jednym z najgorliwszych uczestników Uczty Pańskiej. Od dnia przyjęcia do Sekcji Eucharystycznej, nie opuścił jej nigdy z własnej winy. Ale otoczenie jego nie rozumiało tej gorliwości i gorszyło się nieraz, mając matce za złe, że pozwala dziecku przystępować co dzień do Komunii Świętej, uważając to za brak czci, należnej dla Przenajświętszego Sakramentu.
„Jesteś jeszcze za mały na to”, powiedziała mu kiedyś babcia, „patrz na mnie, stara już jestem, a nie ośmieliłabym się nigdy postępować tak, jak ty. A zresztą, nie zasłużyłeś jeszcze na tę łaskę, bo nie jesteś dostatecznie grzeczny”.
Piotruś nie zmieszał się jednak. Przypomniał sobie, że kiedyś podczas nauki Ojciec misjonarz, przewidując podobne zarzuty dał swemu zastępowi, maleńkiej braci apostolskiej, którą wysyłał w świat na walkę ze złem, zbrojną w różańce i krzyże, gotową już odpowiedź na nie. „To też Babciu odpowiedział grzecznie, ale stanowczo, „przystępuję co dzień do Komunii Świętej nie dlatego, że jestem już grzeczny, ale że chcę nim być. A przy tym obiecuję ci, że będę się starał pracować nad sobą“.
Podobną odpowiedź, którą wyczytał w książeczce o ustawach Związku, gdyż był jeszcze zbyt mały, by się mógł samodzielnie bronić, dał również i ojcu, który gniewał się z tego samego powodu na mamusię:
„Po co każesz mi codziennie jeść, tatusiu”?
„Jak to po co, żebyś nie był głodny”.
„Ale ja dbam także o pokarm dla duszy, i dlatego przystępuję co dzień do Komunii Świętej”.
Najgorzej było wówczas, kiedy tatuś, jako wojskowy, został przeniesiony do innego miasta, gdzie nie było Sekcji Eucharystycznej, gdzie nie tylko dzieci, ale nikt w ogóle nie uczęszczał co dzień do Komunii świętej, nie znając i nie rozumiejąc zbawiennych skutków tego chwalebnego zwyczaju.
Najpobożniejsi z pośród mieszkańców czynili to ledwo raz na miesiąc, jak pisze Piotruś. To też pojawienie się jego z matką wywołało tu istną burzę. W całym mieście zawrzało, jak w ulu. W tydzień po przyjeździe państwa d’Airelle, zawezwał ksiądz proboszcz po mszy matkę z synem do zakrystii.
Oto, jak opisuje Piotruś tę rozmowę swemu kochanemu powiernikowi:
„Bałem się ogromnie. Ksiądz proboszcz popatrzył na mnie przez chwilę, po czym powiedział: „Proszę pani, wszyscy dziwią się tu ogromnie pani postępowaniu. Rozumieją jeszcze, że pani sama przystępuje co dzień do Komunii, ale wiele osób nie może pojąć i gorszy się tym, że i dziecko przyprowadza pani ze sobą do Stołu Pańskiego. Czy jest pani pewna, że ono rozumie dobrze i zdaje sobie całkowicie sprawę z tego co czyni”?
„Jestem tego pewna, proszę księdza. Zresztą, to nie ja przyprowadzam dziecko do codziennej Komunii, ale ono raczej pociągnęło mnie za sobą“.
„Ile lat ma pani synek”?
„Osiem”.
„A dlaczego chcesz codziennie przystępować do Komunii świętej, Piotrusiu”?
„Przede wszystkim dlatego, żeby uradować małego Jezusa i papieża, proszę księdza proboszcza”. „No, a poza tym”. „Poza tym… żeby nawrócić tatusia”.
Proboszcz stał przez dłuższą chwilę w milczeniu, a wreszcie powiedział: „Dobrze więc, Piotrusiu, możesz i nadal przystępować co dzień do Komunii. Jeżeli Ojciec święty zezwala na to, ja nie mam prawa ci bronić”. Odeszliśmy z mamusią bardzo zadowoleni.
Ale nawet przyzwolenie i zgoda księdza proboszcza nie rozwiązały sprawy. Wszędzie na zebraniach towarzyskich i herbatkach występowały panie ze swym oburzeniem, przytaczając cały szereg, coraz to nowych zarzutów, o których Piotruś z całą swą sumiennością i wrodzoną sobie ścisłością donosi Ojcu misjonarzowi.
Czegóż tam nie mówiono, czego nie poruszano, by dowieść matce Piotrusia, jak lekkomyślnie postępuje i jak wielkiego nadużycia się dopuszcza, pozwalając nierozumiejącemu tego, co czyni, dziecku przystępować tak często do sakramentu Eucharystii.
Pani d’Airelle broniła się jak mogła, tłumacząc się najczęściej obowiązkiem posłuszeństwa względem papieża, „ale“, pisze Piotruś, „widziałem dobrze, że mamusia, tak jak i ja, miała ochotę płakać”.
Dziecko czuje się samotne i opuszczone. Znikąd nie ma pomocy, musi walczyć samo przy pomocy Boga. Jest wprawdzie przy nim mamusia, ale mamusia jest tak biedna i słaba, że nie tylko nie może go zawsze wesprzeć, ale i sama często potrzebuje pomocy i podpory.
Piotruś widzi przecie nieraz swymi spostrzegawczymi, wszystko widzącymi oczami dziecka, jak po rozmowie z tatusiem chodzi mamusia dzień cały z boleśnie ściągniętymi brwiami, drgającymi ustami i nabrzmiałemu od piekących łez oczyma.
Więc nierzadko Piotruś musi mieć siłę i wytrwanie nie tylko za siebie, lecz i za mamusię. Tak to, pewnego razu, po jakiejś nowej scenie, urządzonej przez tatusia z powodu plotek, krążących w towarzystwie o ich gorliwych praktykach religijnych, przyszła matka do Piotrusia, leżącego już w łóżeczku, blada i zapłakana, mówiąc złamanym głosem: „Widzisz, Piotrusiu, wszyscy się oburzają i niema nikogo, kto by nas mógł podtrzymać i dodać otuchy. Może lepiej by więc było nie sprzeciwiać się już dłużej panującym zwyczajom.”
Ale dziecko, samo przejęte i zgnębione, znalazło jednak dość sił, by się nie poddać.
Jakże to, tak łatwo, przy pierwszej napotkanej przeszkodzie, miał złożyć oręż i zejść z placówki, na której wola boża go postawiła? Miał opuścić, porzucić Jezusa, który codzień czeka na niego niezmiennie, który chce mu pomóc i który obiecał nawrócić tatusia? Nigdy . . .
Blada z przejęcia i zmieniona od wielkiego wysiłku myśli i woli, ale żarem wewnętrznym opromieniona musiała być twarzyczka Piotrusia, gdy zwrócił ją ku matce.
„Jeżeli to zrobimy, sprzeciwimy się woli Bożej”.
„To prawda, Piotrusiu… ale, jeżeli nie przerwiemy naszej codziennej Komunii, wszyscy będą nas coraz bardziej krytykować i tatuś pogniewa się na dobre”.
„I to prawda, Mamusiu”, odpowiedział Piotruś, „ale może byśmy mogli tak zrobić: będziemy przystępować do Komunii w naszej parafii tylko w niedzielę, a w dzień powszedni będziemy chodzili do innych kościołów. Jest ich tu sześć, więc na każdy dzień w tygodniu przypadnie inny kościół. Chętnie wstanę trochę wcześniej, żeby to móc zrobić.
Mamusia ucieszyła się i ucałowała synka serdecznie. „Masz słuszność, Piotrusiu… Od jutra rozpoczniemy nasze pielgrzymki. Módl się do swego anioła stróża, by nam dopomógł.”
„Odtąd wstaję zawsze o kwadrans wcześniej i chodzimy co dzień do innego Kościoła, pisze do „swego Ojca, donosząc mu o wszystkim. Rozstrzygnął sprawę dobrze, znalazł mądrą radę i rozsądne wyjście, pozwalające mu pogodzić codzienne obcowanie z Panem, z uniknięciem gniewu tatusia i nienarażaniem mamusi na przykrości.
Ale dziecięce jego serduszko wezbrało prawdziwym żalem na te wszystkie wykręty i trudności, jakie musiał przełamywać, by poprzez tłum obcych, niechętnych ludzi przecisnąć się do Stołu Pańskiego i zdobyć sobie najmniejszy bodaj kącik przy Uczcie Pańskiej, bez której niepodobna mu już było sobie życia wyobrazić, to też dodaje z głębokim smutkiem: „O, jakże trudno jest małym dzieciom trafić do małego Jezusa, wszyscy im w tym przeszkadzają”.

o autorze

Wanda Kieszkowska – Chrześcijanka, autorka pięknych opowiadań.

notka wydawcy

Przyjacielu!
Mały Piotruś do końca naśladował Jezusa Chrystusa i był wierny przykazaniu, który zostawił nam Rabbuni:
To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (J15, 12-13)
Zapraszamy do zapoznania się z historią Piotrusia z Saint Malo.